Listy do M. 2

Szłam wczoraj do kina z pewną obawą. Listy do M. były niezwykle uroczą, momentami refleksyjną świąteczną komedią romantyczną. Nie wiedziałam, czego się spodziewać po drugiej części tego filmu. Miałam jedynie nadzieję, że nie zepsują wrażenia, jakie zrobiła pierwsza część. Na szczęście moje obawy były bezpodstawne, ku mojemu zaskoczeniu najnowsza część Listów do M. była równie dobra, a nawet momentami lepsza niż część poprzednia. Już od dawna nie śmiałam się tak szczerze i nie wzruszałam na polskim filmie, zwłaszcza na komedii romantycznej.

Na początek należy zwrócić uwagę na aktorską „śmietankę” zebraną w filmie. Tak jak i w pierwszej części znane i lubiane gwiazdy kina polskiego wręcz stłoczyli się „na ekranie” kinowym. Każdy z nich ma swoją wyrazistą osobowość, posiada charyzmę i jest znany z licznych filmów i serialni. Również dzięki temu Listy do M.2 zyskują na odbiorze. Nie jest to kolejny film jednego lub dwóch znanych aktorów, wokół których każdy skacze, by mieli możliwość pokazania swoich umiejętności. W Listach do M. 2 jest zupełnie inaczej, tu każdy wciela się w swoją postać, ale jednocześnie zachowuje swoją indywidualność i co najważniejsze każdy gra! Po prostu gra i nie musi usuwać się w cień przed inną „większą” gwiazdą. Przypomina mi to trochę film „Sylwester w Nowym Jorku”, reżysera Garry’ego Marshall’a, który w swoim dziele również zebrał kilkunastu znanych i lubianych aktorów z Hollywood. I w nim również nikt nikogo nie przyćmił swoją osobowością.

Listy do M. 2 są niezwykłą opowieścią o życiu, rozterkach, problemach, o codzienności. Przecież nic w życiu nie idzie tak jakbyśmy się tego spodziewali. Mimo tego, że docieramy do zamierzonego celu, to po drodze bardzo często napotykamy jakieś problemy i przeciwności losu. Dzięki temu nie nudzimy się, a poza tym kształtujemy swój charakter i ducha walki.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele i wchodzić szczegółowo w wątki filmowe, bo dopiero od dziś Listy do M. 2 wchodzą na ekrany kinowe. Chcę jednak pochwalić scenariusz Marcina Baczyńskiego i Mariusza Kuczewskiego, który lekko przeprowadza widza od jednej do drugiej historii. Warto zauważyć, że w pierwszej części dość sporo czasu poświęcone jest na wątek miłosny Doris i Mikołaja. Pokazują oni, że miłość odnajdzie każdego, ale tylko wtedy, gdy przestanie się na nią czekać.

Natomiast mało poznajemy życie Małgorzaty i Wojciecha, musimy się właściwe domyślać ich trudnej przeszłości. W drugiej części jest trochę inaczej. Mikołaj i Doris są trochę bardziej zagubieni w miłości, a to zaskakuje. Natomiast Małgorzata i Wojciech pokazują nam swoją drugą stronę. Są rodzinni, bawią się, śmieją, rozmawiają, są szczęśliwi, mimo choroby kobiety. W ich domu gości pozytywny i ciepły nastrój, a nie tak jak było ostatnio chłód i niedopowiedzenia. W tej części jest znacznie więcej historii, a każda z nich jest opowiedziana w niezwykły sposób i co najważniejsze one ze sobą się przeplatają. Czytałam opinię, że film ten stał się melodramatem (Filmweb.pl) i przytłacza tragicznością przedstawionych historii. Nie zgadzam się z tym, cieszę się, że nie jest to kolejna słodko – pierdząca opowieść o tym, jakie życie jest cudowne, nikt nie ma problemów ze zdrowiem, nikt nie ma przeszłości i każdy spotyka najcudowniejszą miłość i jest szczęśliwy 24h na dobę przez cały rok. Znacie takich ludzi?

Święta to jest czas, kiedy można się na chwilę zatrzymać i zobaczyć, co się dzieje wokół nas. Listy do M.2 pokazują zabawną i jednocześnie smutną historię Mela (Karolak), który walczy o miłość swojego syna. Choć osobiście nie przepadam za tym aktorem to należy docenić jak wiele emocji ukazał grając tę postać. Cztery lata temu rodzi mu się synek Kazik, jednak nie w głowie mu jest bycie ojcem. Teraz po kilku latach zaczyna widzieć, co stracił, wie, o co chce walczyć. Niezwykle wzruszająca i emocjonalna jest scena, gdy Mel obserwuje swojego syna podczas świąt z matką i nowym ojcem. Karola ukazuje cierpienie ojca, który zrozumiał swój błąd i jak sam mówi – „ życzę ci synu, żeby się spełniły twoje wszystkie marzenia i sobie, żebym tego nie spieprzył” ( nie jest to dosłowny cytat, ale liczy się sens). Poza tym Mel w tej części filmu zmienia się i „dorasta”. Co najważniejsze w ostatecznym rozrachunku ukazuje się Kazikowi jako bohater, który ratuje niepełnosprawnego chłopaka z pożaru. Może to trochę zabawne i naiwne, ale piękne, że dziecko zostawione przez ojca, które cały czas wierzy, że tata nie zajmuje się nim, bo zbawia świat, na koniec ma tego dowód!

Karina (Dygant) i Szczepan (Adamczyk) są parą, która w poprzedniej części miała duże problemy. Choć pierwsza część kończy się, że siedzą wspólnie na ławce i się przepychają, to w tej części odkrywamy, że nie są już razem. Na szczęście niezwykle dziwnym zbiegiem okoliczności – romans przez Internet – znowu się ze sobą spotykają. Bo skoro „ w dupie są sobie zapisani” to jakże mogłoby być inaczej. Piękna, wzruszająca i pełna agresji jest ich historia miłości. Chyba przez to taka prawdziwa.

Dość ciekawą i nową postacią jest Redo (Zakościelny), znany muzyk, który z rozsądku chce wziąć ślub z Moniką (Żmuda – Trzebiatowska) spotyka jednak dawną miłość Magdę ( Lamparska) i nagle wszystko się zmienia. Ciekawym momentem jest rozstanie Redo i Moniki. Praktycznie bez słów, wystarczyło tylko kilka gestów. Zaskakujące i straszne jednocześnie. Nie wiem jak w takim momencie można zachować spokój i klasę. I bez słów wiedzieć o co chodzi.

Mikołaj (Stuhr) jak ostatnio czarował wszystkich swoim radiowym głosem, a Doris (Gąsiorowska) rozczulała swoją skromnością, wiarą w miłość i lepsze jutro oraz ciepłem.

Te wszystkie postacie i ich gra sprawiły, że film jest cudowną opowieścią. Każdy może odnaleźć tam coś dla siebie.

Nie można zapomnieć o całej stronie technicznej, bo gra aktorska czy tematyka to nie wszystko. Kino manipuluje widzem, by wywołać poszczególne efekty – wzruszenie czy śmiech. Nie udałoby się to jednak bez znakomitej muzyki i wspaniałych ujęć kamery. Muzyka doskonale komponował się z poszczególnymi scenami i emocjami, jakie towarzyszą w danej chwili filmowym bohaterom.

To nie wszystko, wisienką na torcie były kadry– nostalgiczne ujęcia postaci zapatrzonych w okno, poprzez rozmyte światła lampek czy zbliżenia na dziecko, które nie rozpoznaje taty. To sprawia, że oddajemy się w całości filmowi Listy do M.2

Zwiastun Listy do M. 2

zdjęcia google.pl/grafika.listydom2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s